• Wpisów:629
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 06:58
  • Licznik odwiedzin:26 438 / 2273 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
krzyk samotności
rozrywa ciszę
wpatrzona w dal
szukam znajomych twarzy
co stały tuż obok
na wyciągniecie ręki
jeszcze echo niesie
znajomy śmiech
a w powietrzu unosi się
zapach świeżo parzonej kawy
gwar i hałas wypełniał przestrzeń
nagle prysła kolorowa bańka mydlana
pustka wdziera się z każdego kąta
teraz samotność pija ze mną kawę
i wysłuchuje moich zwierzeń
nie pasuje już do stereotypów
panujących w społeczeństwie
napiętnowana i trędowata
tylko dlatego, że walczę
o swoją przyszłość
o swoją godność
 

 
Jeszcze nie czas
rzucać piachem w twarz.
Poczucie bezradności
nie zmaże grzechu,
co zadrą w duszy tkwi.
Pora, by podać dłoń
i pomóc wstać,
tym co upadli
pod ciężarem win.
Rzuć garść kamieni
pod nogi wędrowca.
Potoczą się i wrócą do Ciebie,
jak ciernie wbiją się w bose stopy.
Przypominając,
że nie jesteś biały.
Powoli budzi się nadzieja,
wiara w drugiego człowieka.
Znika rysa na szkle,
patrząc w lustro widzisz swoją twarz,
bez maski obojętności.
Nie od jutra, lecz już dziś
wkop fundament
pod most łączący ludzi.
 

 
zbliża się pasmo ciemnych chmur
powoli noc bierze we władanie świat
zamykam oczy
czuje na skroniach
ciepły oddech
nadchodzącego ukojenia
cisza pochłania każdy szmer
wplatana w szelest pościeli
oddaje duszę w ręce Morfeusza
spoczywam w jego ramionach
wsłuchana w cichy śpiew
wędruje do krainy snów
zagubiona tonę w marzeniach

  • awatar xostreetdancexo: Noc ,ta wspaniala pora gdy wszystko wydaje sie byc prawdziwe ,szczere i możliwe Pozdrawiam i zapraszam na kilka sekund do mnie !!:) :)))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
dobrze mi z tym co mam
choć za mną kolejna bezsenna noc
za dnia skrywam smutną twarz
by za zasłoną nocy
połykać potok łez
patrzę jak plącze się to co jest
z tym czego nie ma
przez pryzmat smutku
zaciera się cienka granica
między jawą i snem
szukam swego anioła stróża
by słuchać trzepotu niebiańskich skrzydeł
wtulona w nieskazitelną biel puchu
śnić o lepszym jutrze
są wzloty i upadki
a ja tkwię zawieszona
między nocą i dniem
czekam
na upragniony sen ...

 

 
Czasami nocą niewyśnione sny
spadają na podłogę.
Kryją się w szczelinach
czekając na kolejny zmierzch.
Tkają nici pajęcze
snując nowe czarodziejskie
serpentyny szczęśliwych dni.
Marzenia unoszą się we mgle
tuż za aksamitnym płaszczem nocy.
Cichutko otwierają furtkę duszy
wdzierając się w głąb
zasiewają ziarenko kolejnego snu.

 

 
obdarłam stopy idąc boso
z pochyloną głową
przepraszając za grzechy

dużo ich w mym życiu ...

pozbierałam rozsypane myśli
ubrałam w czyste słowa modlitwy
o przebaczenie

wysłuchaj mnie Panie ...

czekam na dotyk łaski bożej
by zmazał brud z sumienia
i uleczył duszę

wysłuchaj mnie Panie …

 

 
Związani sznurem stereotypów
skuci jak więźniowie w kajdany
zamykamy się we własnym jestestwie
zapominając o tym co dobre.
Idąc ulicą ze spuszczoną głową
potykamy się o problemy.
Patrzymy na czubki nosów
i nie widzimy co się obok dzieje.
Zakładamy maski „trzeźwości”
udając porządnych obywateli.
Co złego to nie ja
to oni są winni,
że świat wywrócony do góry nogami
błądzi po zakazanych drogach.
Nadszedł czas zrobić rachunek sumienia,
ale kto nas rozliczy?

 

 
Jak wygląda dzień beze mnie
tam wśród chmur wysoko?
Uciekłaś w szczęście
goniąc wiatr
wplatany we włosy.
Nie ma Cię,
nie czuje Twojego oddechu,
smaku Twych ust,
zapachu mokrej skóry.
Ja sam w swej żałobie
żyje wspomnieniami
błądząc samotnie
po pustych ulicach życia.
 

 
Z myśli utkanej,
z nici pajęczej
zawieszonej na jesiennych wrzosach
utkam słowa o jesieni.
Rzucę na wiatr
jak srebrne krople rosy
zawisną na źdźbłach traw.
Zaiskrzą w pierwszych
promieniach porannego słońca.
Widzisz?
To jesień idzie lekko
kołysząc jeszcze nie do końca
pożółkłymi liśćmi.
Zapach dojrzałej ziemi
wiatr w dal niesie.
Sznury kluczy wiolinowych
po niebie snują
przebrzmiałą pieśń lata.
Do zobaczenia wczesną wiosną
skrzydłami trzepoczą.
Z tęsknota za tym co było
otwieram serce na to co
przyniesie jesień.

 

 
delikatnie stąpam
po rozgrzanym asfalcie
omijam wystające kanty
ostrych kamieni
wrzeszczący tłum
mijanych przechodniów
przeraża mnie
wywołując lęk
wędrówka w samotność
wśród obcych ludzi
w poszukiwaniu szczęścia trwa

moje credo
moje wyznanie
wiary w nadzieję ...

wyryte bliznami
w sercu ślady
po stracie
nieszczęśliwych miłości
pora posprzątać
jak niedopałki papierosów

wciąż odwracam twarz ku słońcu
 

 
w przestrzeni
między ziemią i niebem
tworzą się nowe marzenia
wędrują przez kładkę
łączącą stare i nowe
zamykają za sobą drzwi
by móc wznieść się
ponad wszystko
i zbudować coś co przetrwa
przez wieki
nie przez chwilę
 

 
odchodzisz cicho
jak cień
niepostrzeżenie
wymykasz się
nie oglądając się wstecz
gaśniesz jak świeczka
zdmuchnięta
powiewem wiatru
mur ciszy i pustki
oddziela nas
teraz pamiętam i czuje
za jakiś czas
zamazane obrazy
pozostawią w pamięci
ślad że tu byłaś ...
 

 
w pękniętym lustrze
ukryta niewinność
spogląda na świat
przez rysy
szuka wyjścia
z niekomfortowej sytuacji
uwięziona w krzywym zwierciadle
marzy o wolności
dni i noce układa pasjansa
z nadzieją w sercu
zamyka oczy
wierzy że gdy je otworzy
będzie po drugiej stronie

 

 
słychać drżenie
półsuchych liści
wiatr kołysze
samotne gałęzie
powoli jesień
układa dywan z
purpurowych odcieni
pod nogi przechodniów
rzuca rude kasztany
zza zasłony z babiego lata
spogląda na ogołocone pola
ostatnimi promieniami
złotego słońca żegna
klucze wiolinowe
szybujących po niebie ptaków
po cichu wkradła się
w łaski otoczenia
przygotowując ziemie do
zimowego odpoczynku

 

 
zanurzam ręce
w miękkiej glinie
formując życie
na gruzach minionego
mury na fundamencie
z cegły wypalanej
w sercowym piecu
rosną w oczach
nie zatrzymuje
uciekającego czasu
biegnie swoim trybem
zostawiając za sobą urok
robiąc miejsce nieznanemu
lekkie bruzdy wokół oczu
skutek wiecznego uśmiechu
czy trosk zrzuconych z ramion
przypominają że to co najlepsze
przed nami …

 

 
kubek po kawie
zieje pustką
kolejny dzień
daje o sobie znać
smak nieprzespanej nocy
dominuje
nad zapachem poranka
a życie toczy się dalej
 

 
rozpędzeni biegniemy
za mrzonkami
docierając nad przepaść
na krawędzi zatrzymuje
nas podmuch wiatru
czas podjąć decyzję
co dalej ...
mały krok i koniec
spadamy w dół
dotykając dna
lub odwracamy głowę
łapiąc rzuconą linę
chwytamy nadzieje
 

 
okruchy połamanych
życiowych decyzji
niosę na plecach
ciążą niemiłosiernie
istnieje w świecie
stworzonym nie dla mnie
wiodę życie
podporządkowane normom
czasami sprzecznymi
z własną przewodnią myślą
ciągle szukam swojego miejsca
wyciągam rękę
zrywając niechciany żal
zakrywając go blaskiem
kiełkujących marzeń
przez palce sączy się ich blask
nagle znika
otacza mnie ciemność
znów upadłam
zginając kolana
pod kolejną
błędną decyzją …
 

 
piszę kolejny wiersz
nie wiem który z kolei
duszą przenoszę się
tam gdzie nie był nikt
w przestrzeni między
niebem a ziemią
płynę wysoko
nade mną rozciąga się błękit
pode mną szara rzeczywistość
zroszona łzami
słyszę bicie tysiąca serc
tysiące nierównych oddechów
cichych szeptów
nieme wołanie
wznoszą się jak mgła
otaczając ciasną otoczką
znany mi świat
szyderstwa
zamykam oczy
pozwalam duszy
wybrać kierunek
mojej doczesnej wędrówki
wracam tam gdzie moje miejsce …

 

 
każda sekunda życia gasła
z kroplą deszczu
obmywającą twarz
z grzechów
pełen światła i cieni
codziennie śnił
o miłości która nigdy nie zgaśnie
zmory przychodzą nocą
wydzierają marzenia
rzucając odłamkami szkła
kalecząc duszę
są marzenia które spełnić się nie mogą
życie zabiło sen o którym śnił
nie zmienił piekła w którym przyszło mu żyć
 

 
Odpoczywam na krawędzi
między jedną a drugą sekundą.
Zamykam oczy
tonąc w nieważkości.
Lewituje spokojnie,
spoglądam wstecz
przeliczam dobre i złe chwile.
Magia chwili trwa
od chwili poczęcia.
Gonię marzenia
wyprzedzają mnie o mały krok ...
 

 
na daremno wzywam go codziennie
nie wiem czy słyszy moje wołanie
wiara kiełkuje w duszy
niczym ziarno rzucone na żyzną glebę
w każdym słowie
ukryta jest prawda
jaka istnieje od zarania czasu
piękno zapisane
na białych kartkach papieru
widoczne dla zamkniętych oczu
iskrzy
nadszedł czas rozliczenia
dobra ze złem …